Sale z jasno zielonymi drzwiami
Stołówka i świetlica
I dyżurka pielęgniarek.
Smutek stał się codziennością
Rozpacz chlebem powszednim
Przepłakane noce tradycją
A rany rytuałem.
Snujemy się po korytarzu niczym zombie
Mijamy się bez słowa
Ze wzrokiem tępo wbitym w podłogę.
Zapomnieliśmy o tym, że można stąd wyjść
Odliczamy dni
Jedna kreska odpowiada dwudziestu czterem godzinom
Aż w końcu możemy zbudować z nich całe osiedla.
Trochę mi smutno
Trochę
Tylko troszkę
Tylko godzinami płaczę
Tylko godzinami umieram
Ciężko się umiera z wiedzą, że przeżyjesz.
.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz